Jak „Małe Indie” w Chicago zrodziły pierwszy sklep spożywczy Patel Brothers

Jak „Małe Indie” w Chicago zrodziły pierwszy sklep spożywczy Patel Brothers

29 maja, 2022 0 przez admin

W pokoju o powierzchni 800 stóp kwadratowych, schowanym przy Devon Avenue w Chicago, dwudziestokilkuletni imigrant z Gudżarat był bliski stworzenia imperium. Był rok 1974, a Mafat Patel właśnie kupił jedyny indyjski sklep spożywczy w promieniu wielu mil — ciasny zbiornik dali, przypraw i ryżu zapakowany w płócienne torby ułożone pod sufitem.

Na korytarzu Chicago, zwanym później „Małymi Indiami”, domowe jedzenie było zaskakująco trudne do zdobycia. Ulica obfitowała w dowody rosnącej liczby imigrantów z Azji Południowej: sklepy z sari, księgarnie i świątynie szybko się mnożyły. Ale artykuły spożywcze były prawie niemożliwe do znalezienia.

Jeśli rodziny miały potrzebne składniki, prawdopodobnie przywoziły je z domu, szczelnie zapakowane w walizki do odprawy lub wysłane luzem przez członków rodziny na subkontynencie.

Patel, który wyemigrował z rolniczej wioski w zachodnich Indiach, odkrył, że nawet w gęsto zaludnionej brunatnej dzielnicy, takiej jak Devon, panowało głębokie poczucie samotności, powiedział w wywiadzie z 2018 roku . Brakującym elementem był gorący indyjski posiłek na koniec dnia.

Więc po tym, jak namówił swojego brata Tulsi Patel i szwagierkę Arunę, by dołączyli do niego w Chicago, zamienił swój maleńki sklep w pierwszych w kraju braci Patel. A Devon Avenue eksplodowała jednocześnie.

„Mógł czytać na rynku” – powiedział Happie Dutt, historyk i mieszkaniec Chicago, który bywał na Devon Avenue od czasu przeprowadzki do miasta w 1976 roku. „„Jeśli tak się czuję, jest wielu ludzi, którzy muszą się tak czuć ”.

W ciągu następnych trzech dekad ta powierzchnia o powierzchni 800 stóp kwadratowych rozwinie się w największą południowoazjatycką sieć spożywczą w Stanach Zjednoczonych, z 53 sklepami w całym kraju.

Cotygodniowe wycieczki do Patel Brothers są teraz niemal synonimem doświadczeń Ameryki Południowej Azji. To tam ciocie zaopatrują się we wszystko, od okry przez olejek do włosów po chipsy o smaku masala, podczas gdy ich dzieci przemycają makaron Maggi na dno wózka.

To miejsce, w którym niedawni imigranci mówią, że spędzają czas, aby poczuć znajomość świeżej żywności, filiżankę herbaty i język, do którego są przyzwyczajeni.

Syn właściciela zaopatruje półki w sklepie Patel Brothers przy 2542 West Devon Avenue w Chicago, listopad 1984 r.
Syn właściciela zaopatruje półki w sklepie Patel Brothers w Chicago w listopadzie 1984 roku. Mukul Roy / Chicago History Museum

„Podadzą ci gorące czapati, a ty stoisz tam i myślisz:„ To tak, jakby ktoś służył mi w domu” – powiedział Dutt. Wszyscy pierwsi imigranci z Azji Południowej, którzy przybyli do USA po uchwaleniu ustawy o imigracji i naturalizacji z 1965 r., napotkali podobne przeszkody, co Mafat Patel, obecnie 77 lat. Wielu z nich było samotnych – wizy studenckie były powszechne, a wraz z tym często towarzyszyła izolacja. Dutt była jedną z tych studentów, która przybyła na studia na University of Florida, gdy miała 19 lat w 1972 roku.

„Jedną z rzeczy, których wszyscy tęsknią, gdy są poza domem w tak młodym wieku, jest gotowanie” – powiedziała. I chociaż w kampusie mogli być inni studenci z Azji Południowej, nie było gwarancji, że mówią tym samym językiem lub rozumieją nawzajem kultury.

Mimo to małe przedsiębiorstwa zaczęły pojawiać się, aby wyżywić tę rosnącą populację.

„Byli studenci, którzy otworzyli małe sklepy, aby sprzedawać artykuły spożywcze” – powiedziała. „Ich rodzice wysyłali przyprawy, dagle i soczewicę, a oni otwierali swój salon. Ułożyliby je w stos, a ludzie, którzy desperacko chcieli tej kurkumy lub dal, kupiliby to od uczniów.

Odzwierciedlało się to na Devon Avenue, która w latach 70. stawała się najnowszą etniczną dzielnicą Chicago.

Historycy twierdzą, że ulica zawsze była kulturowym potpourri, a grupy imigrantów przechodziły przez nią, odkąd West Ridge w Chicago przeszło z pustych pól czosnku do gęstego centrum miejskiego. Obecnie zamieszkana przez Rosjan, Żydów, Irakijczyków, Pakistańczyków, Hindusów i Bengalczyków, populacja Devonu w latach 60. i 70. stawała się coraz bardziej brązowa.

„Jeśli pojedziesz do Devon, możesz naprawdę zobaczyć, co dzieje się na naszym subkontynencie”, powiedział Shiwali Varshney Tenner, 47 lat, który mieszka w Chicago od prawie 20 lat. „Kiedy wypędzano muzułmanów Rohingya, można było tam zobaczyć całkiem sporo z nich”.

Kiedyś była domem głównie dla indyjskich imigrantów i przedsiębiorstw, wschodnia część Devon otrzymała honorowe imię „Gandhi Marg”. Zachodnia część, w której mieści się więcej instytucji muzułmańskich, została nazwana „Drogą Muhammada Ali Jinnah”, nawiązując do założyciela Pakistanu.

Wyraźne epicentra dla każdej kultury ustępują miejsca melanżowi ludzi, firm i kuchni. Mieszkańcy twierdzą, że wyjątkową cechą Braci Patel była ich zdolność do służenia im wszystkim.

„Gurjurati robili zakupy w sklepach gudżarati, ludzie z Południa robili zakupy w osobnych sklepach” – powiedział Dutt o czasach przed Patel Brothers. „[Mafat] przyniósł szeroką bazę przedmiotów, które zaspokoiłyby potrzeby wszystkich mieszkańców Azji Południowej”.

W tych samych alejkach, w których znajdują się składniki na chole masala, aloo gobi i kurczaka nihari, znajdują się również tradycyjne południowoindyjski rasam, sambar i uttapam.

Przedstawiciele Patel Brothers nie odpowiedzieli na prośbę o komentarz.

Kiedy Varshney Tenner po raz pierwszy przybyła do Chicago, zaczynała swoje życie od nowa. Jako indyjska imigrantka i była nowojorczyk nie miała żadnych powiązań z miastem, ale natychmiast przyciągnęła ją do Devon.

„Mieszkałam w śródmieściu, ale oczywiście brakowało mi indyjskiego jedzenia i potrzebowałam swoich podstawowych produktów, ryżu i przypraw” – powiedziała.

Poszła więc do Braci Patel. W tamtym czasie był to mały sklepik, ale mimo to udało jej się uchwycić tam trochę domu. – Znalazłam tam sok z ganny – powiedziała. „Prawie płakałem.”

Varshney Tenner regularnie wracał do Devon po ubrania i jedzenie. W swoich poszukiwaniach klasycznego indyjskiego stroju tanecznego zaprzyjaźniła się z wieloma właścicielami firm w Little India. Lata mijały w Chicago, a jej społeczność powoli się powiększała.

„Po prostu umiejętność mówienia w hindi jest przyjemna” – powiedziała. „Wszedłem w fazy szukania najlepszego biryani. Więc zbierałem przyjaciół i próbowaliśmy biryani w każdym miejscu. To samo zrobiliśmy z andą parathas”.

Ludzie jedzący w Food and Flavour na Devon Avenue w Chicago, grudzień 1984 r.
Diners w Food and Flavour na Devon Avenue w Chicago w grudniu 1984 r. Mukul Roy / Chicago History Museum

Podczas gdy gentryfikacja powoli zdobywa południowoazjatyckie ostoje w dużych miastach, takie jak „Curry Row” w nowojorskiej East Village, „Małe Indie” na Devon Avenue pozostają. To się jednak zmieniło, mówią członkowie społeczności. Wiele firm nadal prosperuje, ale niektóre zaspokajają potrzeby turystów, a inne podążają za rodzinami imigrantów, które w dużej mierze wyjechały.

„Ludzie ciągle mówią, że nie jest już tak dobry, jak kiedyś” – powiedział Varshney Tenner. „I widzę, że jakość jedzenia jest teraz chybiona lub chybiona. Niektóre z naprawdę dobrych restauracji… są na przedmieściach.

Bracia Patel na Devon Avenue nie są już maleńkim pomieszczeniem, w którym klienci muszą przechadzać się na boki, przemykając między półkami z produktami, by złapać worek masooru. Jej jasnozielono-biała witryna sklepowa odzwierciedla te z jej oddziałów w miejscach takich jak Flushing w Nowym Jorku i Chandler w Arizonie i Suwanee w stanie Georgia, w odległych zakątkach kraju, w których nowe pokolenie diaspory osiągnie pełnoletność, wędrując po sekcji słodyczy lub jedząc przekąski. worek Kurkure, gdy rodzice pchają je na wózki.

„Stało się instytucją”, powiedział Dutt.